Jak widać, nic tu się nie dzieje ostatnio. Odpoczywam od bloga i od fotografii. Dopadł mnie przesyt fotograficzny. Zbyt duża ilość bezsensownych zdjęć... sama niestrawna papka... nawet nie mam apetytu spróbować czegoś bardziej wykwintnego. Czas się przegłodzić trochę.
niedziela, 29 marca 2009
Odpoczynek
niedziela, 1 marca 2009
niedziela, 22 lutego 2009
W pogoni za...
Dążę do lepszej fotografii.
Ale co to niby znaczy?
Technika? Trochę tak, ale zbyt łatwo można ulec pogoni za doskonałą techniką. O wiele za łatwo... Coraz lepszy sprzęt pozwala na więcej, coraz większe umiejętności pozwalają osiągnąć więcej... Ma to swoją cenę - ogranicza. Widzisz kadr, i zamiast go łapać, odruchowo zaczynasz myśleć o technice, o ograniczeniach, o tym, że w tych warunkach, tym sprzętem nie zrobisz zdjęcia idealnie... w bardzo zaawansowanym stadium tej przypadłości może nawet stwierdzisz, że nie warto wyciągać sprzętu. Innym razem spróbujesz dyskretnie uchwycić moment w trudnych warunkach - pogoń za doskonałością techniczną spowodowała, że przewidując te warunki zabierzesz superostry, jasny, stabilizowany zoom - wielki i ciężki. Z takim kawałkiem szkła nie ma mowy o dyskrecji... I na co wtedy ideał techniczny? A na koniec, wyszukujesz tylko "okazje" zdjęciowe, dające możliwość wyśrubowania techniki...
Owszem, są dziedziny fotografii, w których doskonała technika to podstawa.
Owszem, warto osiągnąć wysoki poziom techniczny.
Warto też wiedzieć, kiedy nie warto przedkładać techniki ponad fotografię.
Edynburg, Szkocja
niedziela, 15 lutego 2009
Szkocka pogoda
Słyszę marudzenie, że miałem zbyt dobrą pogodę w Szkocji. Otóż miałem też niedobrą, złą, bardzo złą i nawet nijaką. Czasami wszystkie typy pogody, łącznie z dobrą i bardzo dobrą, w ciągu kilku godzin. Zdjęć mam najwięcej przy pogodzie w miarę dobrej, bo nie lubię jak mi pada na soczewki. W złej pogodzie mam tylko takie pocztówki jak poniżej. Marudzący zadowoleni?
Dundee, Szkocja
niedziela, 8 lutego 2009
Czekam na konsekwencje
Zdradziłem fotografię. Spróbowałem harmonijki diatonicznej i już wiem, że to będzie długi i burzliwy związek... Piękne kształty, brzmienie... to uczucie, gdy tchnieniem wprawiam w drżenie stroiki... Na razie jestem na etapie początkowym - cieszę się, że mogę wydawać dzwięk. W odniesieniu do fotografii, to jak odkrycie, że naciśnięcie spustu migawki powoduje zrobienie zdjęcia...
Dlaczego zdradziłem? Nie wiem, jakoś to za mną chodziło ostatnio... widzę dużo podobieństw w muzyce i fotografii. Widzę też jedną zasadniczą różnicę - fotografia zamraża moment, utrwala. Muzyka jest jak mandala usypana z niezliczonej ilości ziaren piasku - z ostatnią wybrzmiałą nutą rozwiewa się na wietrze...
Czekam, co z tego wyniknie...
Edynburg, Szkocja
sobota, 31 stycznia 2009
Zdaje się, że przespałem jeden miesiąc
Trzeba się wreszcie ruszyć i coś napisać... w końcu to już nowy rok... nawet chiński. Miałem jakiś fotowstręt ostatnio, ale możliwe, że mi już przechodzi. Na dworze zimno, ciemno, mokro - czasem zimno, ciemno i mokro naraz - więc nie chce mi się łazić z aparatem. W zasadzie to nic mi się nie chce, ale żeby mi blog nie zardzewiał powrzucam jakieś zdjęcia... może nawet będzie mi się chciało za jakiś czas coś napisać...
St. Andrews, Szkocja
wtorek, 23 grudnia 2008
Życzenia
życzenia złożone
na pół
do koperty
znaczek
stempel
załatwione...
czwartek, 11 grudnia 2008
Opowieści o mistrzu Meng Shu - opowieść pierwsza
Pewnego dnia mistrz Meng Shu zadumał się widząc szczelinę między cegłami w murze. W szczelinie tej zobaczył mnóstwo pełzających stworzeń, dążących sobie tylko wiadomymi pełzającymi ścieżkami do swoich pełzających celów. Większość pełzała stale na tym samym poziomie, niektóre dążyły w górę, niektóre trafiały niżej. Wszystkie w szczelinie, pod ciężarem cegieł powyżej. Jedno nierozważne stworzenie zbliżyło się zbyt blisko do krawędzi i stoczyło się z muru. Chociaż znalazło się poza swoim światem, nie widziało jednak tego, co zobaczył mistrz Meng Shu. Nie widział tego także uczeń mistrza, więc Meng Shu im nie wyjaśnił...
wtorek, 9 grudnia 2008
późna jesień
późną jesienią
błoto na butach, błoto w myślach...
chciałbym zrobić coś ciekawego, a wychodzi jak zwykle
późną jesieną...
niedziela, 7 grudnia 2008
czwartek, 20 listopada 2008
Sztuka
No jak to, co to? Sztuka. Zobacz jak ładnie oświetlili. Że to obok też? To zwykłe przecież. Nie. Wcale nie jest ładniejsze. Jak by było, to by na tamto świecili, ciemnoto.
Miniplener Poznański prawdopodobnie nr 10. Z powodu dość małej ilości światła popołudniami, plenery odbywają się teraz w środy wczesnym rankiem - prawdopodobnie tak pozostanie aż do momentu, gdy rano, przed pracą, będzie jeszcze ciemno. Chętnych jak zwykle zapraszam - szczególy przez e-mail.
piątek, 14 listopada 2008
czwartek, 13 listopada 2008
Chwila ciszy...
...zmącona tylko przez dzwięk migawki...
...przeminęła...

środa, 12 listopada 2008
poniedziałek, 27 października 2008
Oczywistości...
Dlaczego wzbraniamy się przed fotografowaniem oczywistości? Czy nie jest tak, że często mówimy lub piszemy oczywistości? Czy nie jest tak, że gdybyśmy tego nie robili, coś byśmy stracili? Skoro warto mówić i pisać, to warto też fotografować...
Jest jeszcze trochę wolnego miejsca... nawet jest jeszcze trochę czasu na to...
czwartek, 23 października 2008
aparatus mini malus
Dobrze czasem sobie powędrować w pięknych okolicznościach przyrody. Dobrze też czasem przy okazji zrobić zdjęcie. Dobrze też by było mieć aparat, który mniej zawadza w przerwach pomiędzy zdjęciami... Taki najmniej nieodpowiedni... Tylko żeby zdjęcia robił niegorzej...
niedziela, 19 października 2008
Wróciłem z wakacji
Będą bardziej regularne wpisy jak tylko zdołam powrócić do w miarę normalnego planu dnia... Dzisiaj zdjęcie z wakacji.
sobota, 27 września 2008
Łączenie ekspozycji a hdr
Będzie trochę ogólnie o technice fotografii krajobrazu cyfrą, łączeniu ekspozycji i hdr. Niecyfrowi i nietechniczni mogą nie czytać, tylko przeturlać do zdjęcia na końcu.
Cyfra w fotografii krajobrazowej się zarówno sprawdza, jak i nie sprawdza. Dwie herezje w jednym zdaniu... Sprawdza się, jeśli chodzi o odwzorowanie barw, ilość szczegółów (jeśli nie wymagamy gigantycznych powiększeń), wygodę itp. Nie sprawdza się w zasadzie tylko w zakresie rozpiętości tonalnej. W skrócie można powiedzieć, że to coś podobnego do slajdu, ale wybrakowanego, bez zagięć na początku i końcu krzywej charakterystycznej. Wprawdzie sam kawałek liniowy jest dłuższy, ale na symulację zagięć nie wystarcza. Tym bardziej, że niektóre kanały przepalają się wcześniej niż inne, szczególnie czerwony. Przez to światła są bardzo ograniczone, łatwo przepalić, z cieni natomiast wyłażą szumy. Jak sobie poradzić przy krajobrazie, którego rozpiętość, przy najciekawszym świetle, prawie nigdy się nie mieści? Bez możliwości kompresji rozpiętości w zagięcie krzywej? Wielu powie, że hdr. Ja powiem - zostawcie hdr na efekty specjalne i sceny z naprawdę baaaaardzo dużym kontrastem. Do krajobrazu wystarczy łączenie ekspozycji. Powiem więcej - efekty będą lepsze niż tzw. hdr.
Nie. Nie robię HDR - jak dla mnie, jest zbyt nienaturalny. Może nawet nie sam hdr, a raczej ten dziwny, odrealniony tonemapping, który potocznie określa się w sieci jako hdr. Szczyt obrzydlistwa osiąga wtedy, gdy jest wytworzony ze sceny o małej lub średniej rozpiętości tonalnej. Cóż, taka moda i w sieci można znaleźć nawet zdjęcie szarej karty w "technice" hdr.
Tak. Zwiększam zakres rozpiętości tonalnej ponad możliwości cyfry. Autobracketing -2;0;+2 EV, a często wystarcza węższy nawet, pozwala zbliżyć się matrycy prawie do pojemności negatywu. Można oczywiście używać filtra połówkowego, doświetlać lampami itd. ale najczęściej lepszy efekt można uzyskać właśnie przez naświetlenie z zapasem. W fazie łączenia można sobie zasymulować klasyczny filtr połówkowy, ale gęstość można dobrać prawie dowolną. Można używać bardziej skomplikowanych masek - coś jak przesłanianie/doświetlanie pod powiększalnikiem. Można też użyć masek tworzonych z samej treści kadru, więc idealnie dopasowanych. Może kiedyś, jak będę w nastroju do technicznych opisów, pojawi się tutaj szczegółowy wpis na ten temat.
Filtr połówkowy i tak trzeba nosić ze sobą - jak będzie odpowiednio silny wiatr, kolejne ekspozycje się nie połączą za dobrze.
Oszukuję? Zawsze. Każde zdjęcie przekłamuje rzeczywistość, nawet jeśli wyjdzie wprost z aparatu, czy to cyfrowego, czy to będzie slajd, czy też polaroid... A zakładając filtr, oszukuję już dwa razy.
Jeśli łączę ekspozycje, aby uzyskać szczegóły w cieniach, aby zasymulować skompresowane na zagięciu krzywej światła, łączę je tak, aby efekt był wiarygodny. Żaden tonemapping, żadne programy do hdr. Ręczna edycja - wywołanie raw bez zbędnych ingerencji (najczęściej tylko balans bieli) i dalej już tylko operacje na maskach. Im prostsze maski, tym lepsze efekty. Najważniejsze: trzeba to robić z umiarem i jakimś tam wyczuciem. Ale ja pewnie tak robię z prostego powodu - dążę do osiągnięcia cyfrą efektów zawierających wszystkie zalety fotografii analogowej i cyfrowej jednocześnie. I żadnych ich wad. Oby mi życia wystarczyło...
Nie. To nie z nadmiaru czasu.
(7 Miniplener Poznański)
łączenie ekspozycji - symulacja filtra połówkowego 0.6
piątek, 26 września 2008
Grodzenie światła
Chodzę po mieście. Szukam. W tej chwili, w tym nastroju, interesuje mnie raczej miasto, a nie jego mieszkańcy. Piętno odciśnięte na materii nieorganicznej przez organiczną. Piętno odciśnięte przez triumf rozumnego człowieka nad przyrodą. I inne piętna.
Chodzę po mieście. Zaglądam. W tej chwili, w tym nastroju, interesuje mnie raczej zaglądanie w odludne zakątki. Miejsca odgrodzone od zgiełku ulicy. Miejsca odgrodzone od wzroku ciekawskich obcych. I inne miejsca.
Chodzę po mieście. Myślę. W tej chwili, w tym nastroju, interesuje mnie raczej pęd ludzkości do grodzenia przestrzeni. Grodzenia światła. I innego grodzenia.
Chodzę po mieście.
Fotografuję. 




