Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szuflada. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szuflada. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 1 marca 2009

Opróżniania szuflady ciąg dalszy...

East Sands, 2008
St. Andrews, Szkocja

rozwiń cały wpis...

niedziela, 22 lutego 2009

W pogoni za...

Dążę do lepszej fotografii.

Ale co to niby znaczy?

Technika? Trochę tak, ale zbyt łatwo można ulec pogoni za doskonałą techniką. O wiele za łatwo... Coraz lepszy sprzęt pozwala na więcej, coraz większe umiejętności pozwalają osiągnąć więcej... Ma to swoją cenę - ogranicza. Widzisz kadr, i zamiast go łapać, odruchowo zaczynasz myśleć o technice, o ograniczeniach, o tym, że w tych warunkach, tym sprzętem nie zrobisz zdjęcia idealnie... w bardzo zaawansowanym stadium tej przypadłości może nawet stwierdzisz, że nie warto wyciągać sprzętu. Innym razem spróbujesz dyskretnie uchwycić moment w trudnych warunkach - pogoń za doskonałością techniczną spowodowała, że przewidując te warunki zabierzesz superostry, jasny, stabilizowany zoom - wielki i ciężki. Z takim kawałkiem szkła nie ma mowy o dyskrecji... I na co wtedy ideał techniczny? A na koniec, wyszukujesz tylko "okazje" zdjęciowe, dające możliwość wyśrubowania techniki...

Owszem, są dziedziny fotografii, w których doskonała technika to podstawa.
Owszem, warto osiągnąć wysoki poziom techniczny.
Warto też wiedzieć, kiedy nie warto przedkładać techniki ponad fotografię.



I Shot the Sheriff, 2008
Edynburg, Szkocja

rozwiń cały wpis...

niedziela, 15 lutego 2009

Szkocka pogoda

Słyszę marudzenie, że miałem zbyt dobrą pogodę w Szkocji. Otóż miałem też niedobrą, złą, bardzo złą i nawet nijaką. Czasami wszystkie typy pogody, łącznie z dobrą i bardzo dobrą, w ciągu kilku godzin. Zdjęć mam najwięcej przy pogodzie w miarę dobrej, bo nie lubię jak mi pada na soczewki. W złej pogodzie mam tylko takie pocztówki jak poniżej. Marudzący zadowoleni?



Discovery, 2008
Dundee, Szkocja

rozwiń cały wpis...

niedziela, 8 lutego 2009

Czekam na konsekwencje

Zdradziłem fotografię. Spróbowałem harmonijki diatonicznej i już wiem, że to będzie długi i burzliwy związek... Piękne kształty, brzmienie... to uczucie, gdy tchnieniem wprawiam w drżenie stroiki... Na razie jestem na etapie początkowym - cieszę się, że mogę wydawać dzwięk. W odniesieniu do fotografii, to jak odkrycie, że naciśnięcie spustu migawki powoduje zrobienie zdjęcia...
Dlaczego zdradziłem? Nie wiem, jakoś to za mną chodziło ostatnio... widzę dużo podobieństw w muzyce i fotografii. Widzę też jedną zasadniczą różnicę - fotografia zamraża moment, utrwala. Muzyka jest jak mandala usypana z niezliczonej ilości ziaren piasku - z ostatnią wybrzmiałą nutą rozwiewa się na wietrze...
Czekam, co z tego wyniknie...



Bus stop, 2008
Edynburg, Szkocja

rozwiń cały wpis...

sobota, 31 stycznia 2009

Zdaje się, że przespałem jeden miesiąc

Trzeba się wreszcie ruszyć i coś napisać... w końcu to już nowy rok... nawet chiński. Miałem jakiś fotowstręt ostatnio, ale możliwe, że mi już przechodzi. Na dworze zimno, ciemno, mokro - czasem zimno, ciemno i mokro naraz - więc nie chce mi się łazić z aparatem. W zasadzie to nic mi się nie chce, ale żeby mi blog nie zardzewiał powrzucam jakieś zdjęcia... może nawet będzie mi się chciało za jakiś czas coś napisać...



Fotograf, 2008
St. Andrews, Szkocja

rozwiń cały wpis...

piątek, 14 listopada 2008

mgła

mgła o poranku
dwanaście szarych kadrów
na dnie szuflady


Haiku, 2006

rozwiń cały wpis...

piątek, 7 listopada 2008

Podziel się kadrem z kolegą fotografem...

światła wystarczy dla wszystkich... i powietrza... i aparatów... i klisz... i bitów... i specyficznego spojrzenia... i krytyki widzów... i innych bzdetów też wystarczy.

Na razie wystarczy...



Podziel się, 2006

rozwiń cały wpis...

środa, 5 listopada 2008

winda

zaglądam przez okienko
wnętrze windy obietnica
wzniesienia się na wyższy poziom szybko bez wysiłku
szarpię drzwi
tym razem na szczęście zamknięte
idę poszukać schodów...

zaglądam
przez okienko wnętrze windy
obietnica wzniesienia się na wyższy poziom szybko
bez wysiłku szarpię drzwi tym razem
na szczęście zamknięte
idę poszukać schodów...

zaglądam przez okienko
wnętrze
windy obietnica wzniesienia się
na wyższy poziom szybko bez wysiłku
szarpię drzwi tym razem na szczęście
zamknięte
idę poszukać schodów...



Winda, 2006

rozwiń cały wpis...

poniedziałek, 27 października 2008

Oczywistości...

Dlaczego wzbraniamy się przed fotografowaniem oczywistości? Czy nie jest tak, że często mówimy lub piszemy oczywistości? Czy nie jest tak, że gdybyśmy tego nie robili, coś byśmy stracili? Skoro warto mówić i pisać, to warto też fotografować...

Jest jeszcze trochę wolnego miejsca... nawet jest jeszcze trochę czasu na to...



Marika Kocha Mamę, 2008

rozwiń cały wpis...

środa, 10 września 2008

dokładnie takwłaśnie.

Bo jeśli nie dokładnie takwłaśnie, to jak inaczej?



Dokładnie takwłaśnie, 2004

rozwiń cały wpis...

sobota, 6 września 2008

Jak byłem mały kupowałem świerszczyki

Misia też. I nic Wam do tego.



ufo /propagandowe/, 2006

rozwiń cały wpis...

czwartek, 4 września 2008

Wiatr wiał w środę...

Mówią, gdy wieje taki wiatr, że ktoś się powiesił...

Nikt nie wie, co może być powodem podjęcia tak nieodwołalnej decyzji. Powodów może być nieskończenie wiele... Umysł ludzki to jednak bardzo delikatna struktura... utkany z niezliczonej ilości doświadczeń zbieranych przez całe życie, uzupełniających pierwotny wzór przekazany w genach z poprzednich pokoleń... Nieskończenie skomplikowana struktura może zostać wytrącona z równowagi przez najmniejszy nawet defekt, przez minimalną, niezauważalną wręcz ingerencję, przez nowe połączenie-doświadczenie zmieniające w toku swojego powstawania nieskończenie wiele poprzednich...

Nie mam zdjęcia nieskończenie skomplikowanego aby to zobrazować... Nie mam też zdjęcia nieskończenie prostego...

A powiesić się to szczyt głupoty.



ech.../nad głupotą ludzką i druty mu wystają/, 2002


Nie znałem człowieka, który powiesił się w środę. Mówią, że młody jeszcze był...

rozwiń cały wpis...

Prawnika na wspólne plenery poszukuję

Aż strach się bać.... To nadchodzi i nie można tego zatrzymać. Paranoja i masowa histeria... Media to napędzają... Tak ma być, takie społeczeństwo łatwiej kontrolować.

Ale do rzeczy, w końcu tu ma być o fotografii... Robisz zdjęcia? Uważaj, możesz zostać uznany za terrorystę, pedofila, podglądacza, pedała (przepraszam za niepoprawność polityczną, ale jeszcze nie słyszałem, aby ktoś kogoś wyzwał od homoseksualisty, a od pedała, to i owszem), i co tam jeszcze można odnieść do zawartości Twoich kadrów. Mnożą się absurdalne zakazy fotografowania, nasila się agresja wobec fotografa.

Już teraz obawiam się robić zdjęcia ludziom. Nawet bardziej obawiam się publikować zdjęcia ludzi, nawet, jeśli mam ich zgodę - ustną, bo przecież nikt na ulicy nie zechce podpisać zezwolenia na publikację swojego wizerunku jakiemuś nawiedzonemu pstrykaczowi... A ustną to wiecie gdzie można sobie wsadzić jakby co...

Czytając niektóre wypowiedzi w wątku na pl.rec.foto.cyfrowa zaczynam obawiać się o zdrowie psychiczne społeczeństwa... i o swoje bezpieczeństwo, zarówno fizyczne jak i w sensie prawnym. Od razu więc dam ogłoszenie:

Prawnika lub prawniczkę z Poznania lub okolic z pasją fotograficzną, poznam, w celu odbywania wspólnych plenerów. Znajomość sztuk walki mile widziana.

Niedługo pojadę połazić trochę po Szkocji... podobno w UK pod tym względem jest już gorzej niż u nas - przekonam się na własne oczy. Nie będę nosił arafatki ani czytał żadnej świętej-księgi-nie-jedynie-słusznej-religii w samolocie, chociaż mnie kusi. Wolę, żeby mnie nie potraktowali prądem...

A teraz jeszcze się pogrążę i będę czekał, kiedy przyjdą mnie aresztować albo pojawi się tłum z widłami i grabiami... Napiszę, że podobają mi się zdjęcia Sally Mann (tak, te zdjęcia z nagimi dziećmi), oglądałem je wielokrotnie i obejrzę jeszcze wiele razy. I czerpię z tego oglądania przyjemność, na dodatek - o zgrozo - nie jest to przyjemność seksualna. Skrajne zboczenie jak nic. Ale boję się kupić album. A jak bym kupił, to chyba bym się bał pokazywać znajomym, i pewnie bym go trzymał na dnie szafy... Paranoja chyba mi się powoli udziela.

Takie czasy. Normalnie rozkład i degeneracja...

Będę chyba robił tylko krajobrazy...

Rozkład i degeneracja...


Pleśna, 2002



Jeśli jesteś idiotą i nie umiesz czytać ze zrozumieniem, nie sil się na klepanie długiego, agresywnego i bezsensownego komentarza, gdyż i tak go wykasuję, albo, co znacznie gorsze, zostawię go na wieczne pośmiewisko dla publiczności światowej.

rozwiń cały wpis...

środa, 3 września 2008

Dlaczego już nie będę robił więcej fotoreportaży

Mógłbym zacząć tak: Nie robi się już dobrych reportaży...

Ale nie. Robi się, ale nie są one dostępne dla przeciętnego widza. Gazety już dawno zrezygnowały z prawdziwych fotoreportaży, wystawę fotoreportażu spotyka się nieczęsto... Jest za to cała masa wystaw fotografii reporterskiej - po jednym albo po kilka zdjęć różnych autorów, zdjęć wyrwanych z kontekstu i opatrzonych opisem... Takie czasy - gazety opatrują tekst jednym, dwoma zdjęciami - wystawy pokazują jedno, dwa zdjęcia... Ludzie zapomnieli, że istnieje fotoreportaż, że można go oglądać bez opisu, że ma treść i że ważna jest kolejność i prezentacja zdjęć. Ale to nie powód, żeby nie próbować robić fotoreportaży...

Powód jest inny, bardziej znaczący, szkodliwy wręcz... Jakiś czas temu, prezentując zdjęcia z festiwalu teatralnego Malta, napisałem, że nie wiem, czy robienie reportaży z przedstawień teatralnych ma sens. Teraz napiszę, że wiem. Nie ma sensu.

Z perspektywy tych imprez dostrzegłem kilka niepokojących faktów, po przeanalizowaniu których, powstało postanowienie, że nie zrobię więcej tego typu zdjęć.

Pierwszy fakt dotyczy inwazyjności fotografa w otoczenie. Niektóre przedstawienia plenerowe obejrzałem nie robiąc zdjęć i stwierdziłem, że obecność fotografujących wpływa negatywnie na odbiór przedstawienia. Odniosłem te obserwacje do siebie, i doszedłem do wniosku, że nawet próbując maksymalnie dyskretnie sfotografować przedstawienie, spowoduję reakcję aktorów lub widowni.

Co więcej, i to jest drugi z powodów, najbardziej przeszkadzam wtedy sobie. Nie wdając się w długie wywody - nie da się jednocześnie obejrzeć przedstawienia lub uczestniczyć w jakimś wydarzeniu, i jednocześnie zrobić reportaż. Trzeba wybrać.

Jeśli dorzucę jeszcze trzeci powód, wystarczy aby zaniechać tej formy fotografii. Ten powód jest prosty - nigdy za pomocą fotoreportażu nie uda mi się w pełni oddać atmosfery i przebiegu wydarzeń, zawsze trzeba coś świadomie odrzucić, bądź też nie uda mi się tego dobrze uchwycić. Fotoreportaż z imprezy, takiej jak np. przedstawienie teatralne, musi przemawiać także do widza, który przedstawienia nie oglądał. Ja nie umiem przekazać widzowi tego w pełni, szczególnie, że sam w tym nie do końca uczestniczyłem, bo robiłem zdjęcia.

I jeszcze jedno - fotoreportaż to seria zdjęć, i zawiera zdjęcia lepsze i gorsze. Te lepsze są uzupełniane przez te gorsze, razem tworzą pewien kontekst. Często te lepsze mogą samoistnie stanowić odrębną całość, a umieszczenie ich w kontekście odbiera im w pewien sposób wieloznaczność, spłyca je...

Wystarczy? Pewnie niektórzy sobie pomyślą, że po prostu nie umiem robić reportażu. Pewnie nie umiem, nie czuję tego po prostu... Ale spróbowałem, i wiem, gdzie umieścić poprzeczkę... I wiem, że nie jestem gotowy na takie poświęcenia, jakich bym musiał dokonać, aby sprostać tym wymaganiom. Nie jestem gotowy poświęcić przeżycia czegoś za cenę reportażu... Wolę łapać pojedyncze, ulotne chwile...



Życie na max, 2004


Pozostaje jeszcze kategoria fotoreportażu z wydarzeń długotrwałych, lub niezwiązanego z wydarzeniami - np. z podróży, która wydaje się nie mieć wymienionych wyżej wad, przynajmniej niektórych... Gdy pisałem tekst powyżej, ta kategoria nie zaprzątała w ogóle mojej uwagi... Po prostu, nie traktuję tego jako fotoreportażu, gdy każde ze zdjęć może stanowić odrębne dzieło, gdy więcej jest w tych zdjęciach impresji, nastroju konkretnej chwili, niż zapisu wydarzeń...

Może więc napiszę tak - nie będę robił fotoreportaży dokumentujących wydarzenia...

rozwiń cały wpis...

niedziela, 31 sierpnia 2008

Jestem uzależniony

Niedawno, po zużyciu ostatniego filmu w formacie 120, ogłosiłem abstynencję od fotografii analogowej...

Dzisiaj ogłaszam jej koniec. Nie mogę robić tylko zdjęć cyfrowych... Owszem, do reportażu w kolorze, zdjęć z ręki w trudnych warunkach oświetleniowych i wtedy, kiedy liczy się czas uzyskania końcowego efektu, wybieram cyfrę. Jednak, jeśli chodzi o fotografię dla przyjemności, wybieram średni format, ręczny światłomierz i czarno-biały negatyw. Czasem też zdarzy się kolorowy slajd, ale to tylko tak dla odmiany... Kolor w większości będę jednak robił cyfrą.

Przeglądająć zdjęcia z szuflady, coraz częściej zaglądam w czarno-białe 6x6. Chyba zdążam ponownie w tym kierunku, więc pewnie będzie więcej niekolorowych kwadratów na blogu. Nowych i z szuflady...


Bez tytułu, 2004

rozwiń cały wpis...

wtorek, 19 sierpnia 2008

Moje ulubione drzewo

Do mojego ulubionego drzewa jest 1575 kroków...

Popatrzcie na swoje zdjęcia. Na te zwykłe, albumowe - macie na nich waszych ulubionych ludzi. Sam mam takie, ale mam też zdjęcia mojego ulubionego drzewa. Pierwsze zdjęcie tego drzewa powstało, gdy pierwszy raz przechodziłem tamtędy z aparatem z zamiarem wytworzenia fotografii, a nie tylko uwiecznienia moich ulubionych ludzi... Wiele czasu minęło od tamtej chwili, wiele klatek poświęciłem na fotografowanie mojego ulubionego drzewa.

Najczęściej wygląda tak, jak je zapamiętałem. Czasami jednak, pomimo długiej znajomości, potrafi mnie zaskoczyć... Czasem wygląda niepozornie, czasem stoi dumnie, czasem wręcz promienieje, a czasem jest nieśmiałe i chowa się we mgle... Zdarza się, na jesieni, że zmieniając barwę liści na żółtą, zapomni na jakiś czas pożółcić liście na wschodniej stronie... zdarza się, że gubiąc liście na zimę, zrzuci najpierw wszystkie liście po zachodniej, albo południowej stronie, zostawiając po wschodniej czy północnej...


Moje ulubione drzewo czasem jest nieśmiałe, 2003


Moje ulubione drzewo widuję kilka razy w tygodniu... zdjęcie robię kilka razy do roku... Widząc je, uśmiecham się, jak do starego znajomego...

rozwiń cały wpis...

sobota, 16 sierpnia 2008

Schrony

Z powodu niesprzyjającej pogody wybrałem się dzisiaj na krótki spacer, którego celem było odwiedzenie kilku schronów, będących pozostałościami fortyfikacji Twierdzy Poznań - tzw schrony międzypola, rozmieszczone pomiędzy fortami Twierdzy Fortowej. Miałem nadzieję, na odnalezienie ciekawych miejsc, lub chociaż kilku detali, które później mógłbym uwiecznić. Znalazłem niestety tylko niepojętą wręcz ilość śmieci... Wstyd mi, że w moim mieście są miejsca tak zaśmiecone. Prawdopodobnie tereny, na których stoją schrony, należą do "niewiadomokogo", więc nie ma kto posprzątać. Szkoda tylko, że jakoś tak się składa, że zawsze ma kto śmiecić... Na szczęście w lasach, gdzie widywałem podobne wysypiska, ilość śmieci ostatnio bardzo zmalała - polecam więc spacer po lesie...


Spacer po lesie, 2003

rozwiń cały wpis...

wtorek, 5 sierpnia 2008

Dla kogo zdjęcia, dla kogo fotografia...

Przeczytałem właśnie przed chwilą u sarniaka wpis "Jak się u nas ogląda fotografię…" Także zauważyłem to, o czym pisze, ale ten temat powoduje u mnie zawsze jakieś przygnębienie... Zawsze zaczynam się zastanawiać, czy w fotografii nie dojdzie, w końcu, do sytuacji podobnej do tej, która zapanowała w sztuce współczesnej. Chodzi mi głównie o brak świadomych odbiorców. Poza modnymi artystami, których należy ze wszech miar chwalić, aby się nie zbłaźnić przypadkiem, że się nie jest obeznanym w sztuce, pozostali mogą liczyć na uznanie jedynie niewielkiej grupy odbiorców - głównie innych artystów i czasem niektórych krytyków bądź ludzi ściśle związanych ze środowiskiem artystycznym. Zwykli ludzie nie rozumieją sztuki. Rozumieją, że należy kupić obraz Sasnala za milion, bo tak napisali w gazecie/internecie/gdzieśtam...

Jednak obraz, czy rzeźba są w świadomości zakodowane zazwyczaj jako "sztuka", w przeciwieństwie do fotografii, która jest czymś, co może być stworzone przez każdego bez wyjątku i nawet bez wysiłku. Rola fotografii została w świadomości większości ludzi sprowadzona do prostej rejestracji bycia gdzieś i widzenia czegoś, aby później się pochwalić tym byciem i widzeniem właśnie, a nie tym zdjęciem. Odbiór fotografii sprowadza się także najczęściej do tego... Nawet tej fotografii najwyższych lotów... Sprowadza się do przejścia obok, bez zastanowienia... bo to przecież rejestracja, że fotograf tam był (można zazdrościć) i że widział...

Dodatkowym czynnikiem spłycającym odbiór fotografii może być jej dostępność i łatwość w dzisiejszych czasach. Skoro każdy może sobie zrobić zdjęcie "profesjonalnym" aparatem, to zdjęcie także będzie profesjonalne... Skoro można zrobić 1000 zdjęć na jednej karcie pamięci, to któreś będzie dobre... Skoro można zrobić 1000 zdjęć na karcie, to na laptopie można pokazać znajomym 10000 zdjęć. 10000 zdjęć jest lepsze niż jedno.

I dla kogo teraz zrobić to jedno zdjęcie? Jeśli zostanie choć jeden świadomy odbiorca - warto. Ale co robić, jak go zabraknie?

I na koniec, aby dobić do dna...
"Nadajesz tytuły swoim zdjęciom? Fanaberia jakaś, przecież mają numery..."


103-0360, 2008

rozwiń cały wpis...

poniedziałek, 4 sierpnia 2008

Zdjęcia i zdjęcia / szuflada i szafa

Zamierzam więcej eksperymentować z fotografią, a może z moim podejściem do fotografii i w ogóle w zasadzie z "niewiemczym"... Nie wiem, jakie efekty to przyniesie, nawet nie wiem, w jakim kierunku będę podążać... Z tego powodu będę zamieszczał raczej tylko zdjęcia z szuflady, miniplenerów i może okazyjnie jakieś inne. Ponieważ szuflada robi się trochę mała, nowe, eksperymentalne zdjęcia pójdą do szafy... Może kiedyś pojawi się tutaj etykieta "szafa"...


Się schowaj się /są otwory do oddychania/, 2008

rozwiń cały wpis...

czwartek, 3 lipca 2008

Forma fiutku

Zostałem zapytany, dlaczego nowe zdjęcia, które tu pokazuję są inne niż wcześniejsze, np te z szuflady...


Czerwone 1, 2004


I co mam niby na to odpowiedzieć? Spróbuję może tak...

Od początku mojej znajomości z fotografią bardziej pociągała mnie forma niż treść. Jak tylko opanowałem techniczną stronę zagadnienia na tyle, aby nie przeszkadzała za bardzo, zacząłem poszukiwać formy we wszystkim co widzę, słyszę i przeżywam. Forma uzależnia...

Teraz, nadal będąc uzależnionym od formy, postanowiłem spróbować od drugiej strony - treści. Jakaś forma oczywiście nadal w zdjęciach się znajduje, ale nie jest dominująca. Dlaczego tak? Może dlatego, żeby spróbować czegoś innego? Albo dlatego, że szukam środków wyrazu przemawiających do odbiorcy, który formy nie rozumie? Albo dlatego, aby tchnąć trochę życia w zdjęcia? A może dlatego, że o formie ciężko rozmawiać i raczej nie spodziewam się ożywionej dyskusji prezentując zdjęcie jak powyżej... Raczej spodziewam się dociekań, co sfotografowałem... jakby to była jakaś fotozagadka... nieważne zresztą.

Dla porządku dodam, że nadal robię takie zdjęcia, na których przeważa forma... ale muszą one zazwyczaj trochę przeleżeć w szufladzie, więc może to wyglądać jakbym je porzucił... ale z nałogu się tak łatwo nie wychodzi ;)

Na zakończenie zacytuję:

Paweł Susid "Z przyjaciółką..."


Więcej malarstwa tego autora: Paweł Susid - prawie /almost/ wszystko jest abstr. geome. Zajrzyjcie, bo warto.

rozwiń cały wpis...